Ten artyku czytasz w ramach bezp豉tnego limitu

W tym roku Festiwal Góry Literatury pełen jest akcentów białoruskich, co ma być wyrazem solidarności wobec tego, co w tym kraju robi reżim Łukaszenki. Jednym z najmocniejszych była wizyta w niewielkich Włodowicach koło Nowej Rudy noblistki Swietłany Aleksijewicz. – Mam wrażenie, że to jest wydarzenia absolutnie historyczne – mówiła inna noblistka, gospodyni wydarzenia Olga Tokarczuk, witając pisarkę wśród przepięknych krajobrazów Sudetów. – Witaj, Swietłano, i czuj się tutaj jak w domu.

– Samemu nie da się zwyciężyć – odpowiadała białoruska noblistka. – Jest nas bardzo mało. Dziękuję wam, że przyjmujecie naszych obywateli i pomagacie im. Potrzeba tu pomocy Polski i świata.

Rozmowę z noblistką poprowadziła dziennikarka Ewa Winnicka, a tłumaczyła Jana Karpienko. Oscylowała – zgodnie z założeniem zadającej pytania – wokół hashtagów – #tożsamość, #demokracja, #białoruskość, #protest, #kobieta i #przyszłość.

Solidarni z Białorusią. Festiwal Góry LiteraturySolidarni z Białorusią. Festiwal Góry Literatury / Agnieszka Bekalarczyk Festiwal Góry Literatury

Najpierw jednak Aleksijewicz została zapytana o siłę słowa. – Chciałoby się wierzyć, że słowo ma moc, która może przemienić świat, ale ostatnimi czasy wydaje mi się, że ze słowa odchodzi już jakaś moc – mówiła. – Zwłaszcza brakuje mi słów, by wyrazić, pokazać tę niemoc, brak siły i niemoc całej wspólnoty międzynarodowej i naszą własną przeciwko dyktaturze. Ponieważ jest to twór prymitywny i złośliwy i nie da się mu przeciwstawić kultury. To jest niemożliwe. Ale są całe rzesze Białorusinów, którzy próbują znaleźć te słowa.

Festiwal Góry Literatury. Swietłana AleksijewiczFestiwal Góry Literatury. Swietłana Aleksijewicz /Festiwal Góry Literatury

Wspólna świadomość sowieckiego człowieka

Swietłana Aleksijewicz urodziła się na Ukrainie, w tak ukochanym przez Polaków Stanisławowie, który dziś nazywa się Iwano-Frankiwsk. Gdy jej ojciec został zdemobilizowany, rodzina przeniosła się na Białoruś. Jaka jest zatem tożsamość pisarki, autorki książki "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety", która zainspirowała tysiące ludzi na całym świecie? – Mój świat oscyluje wciąż na tych dwóch głównych punktach: Białoruś – Ukraina – odpowiadała. – To jest ta ukochana babcia, która wyszywała wzory na koszulach, śpiewała pieśni. I na wielkiej rosyjskiej kulturze, która ma tę kosmiczność, bez której nie napisałabym "Czarnobylskiej modlitwy".

Ale w rubryce narodowość zawsze wpisywała "białoruska". – Mamy w sobie dużo czasami takiego niezbyt przyjaznego podejścia między sobą, między różnymi narodami tutaj – mówiła, odnosząc się do bardzo skomplikowanych relacji wśród państw dawnego ZSRR. – To wynikało z niewiedzy. Nie było radzieckiej narodowości, ale była wspólna świadomość sowieckiego człowieka. Ja go nazywam "czerwonym człowiekiem". I zadawałam pytanie w książce "Czasy secondhand": "czy on zmarł?". Wręcz przeciwnie. Takie komunistyczne nastroje są wciąż zbyt aktywne, wciąż się utrzymują. Teraz to są czasy tego człowieka. Tego bronią i Putin, i Łukaszenko, czyli idei komunistycznych, dokładając do tego jeszcze pojęcie własności.

I dodawała: – Absolutnie nie mamy dowodów na to, że ten człowiek zmarł. Nie, jeszcze nie.

Recital Nasty Niakrasavej Moc głosu. Moc kobietyRecital Nasty Niakrasavej Moc głosu. Moc kobiety /Agnieszka Bekalarczyk Festiwal Góry Literatury

Człowiek w łagrze nie zna wolnego życia

– To była wspólnota, wspólnota w biedzie, coś, co odrzucamy z powodów historycznych, politycznych. Pani się pochyla nad tymi ludźmi – mówiła Winnicka. A Aleksiiejewicz wyjaśniała: – Te 70 lat dla nas to było życie w wielkiej utopii. Mieliśmy swój kodeks budowania komunizmu. Ale jak udowodnili bohaterowie moich książek, m.in. „Czasów secondhand", że nie wszyscy ludzie wspominają tamte czasy jako aż tak przerażające. Zwłaszcza moje pokolenie ma takie myśli. To, które urodziło się, gdy już nie było gułagów. Ale czy możemy sobie wyobrazić, że zatrzymano 50 tys. osób i one trafiły do gułagu bez żadnej odpowiedzialności za to, bez żadnego sądu, i by jeden człowiek decydował o całym życiu w kraju? Dziś wiele ludzi mówi mi, że dzisiaj są lepsze czasy, ale wiele osób zastanawia się też, dlaczego nie mają innego życia i dlaczego nie udało im się żyć innym życiem. Wydaje mi się, że odpowiedź dał Warłam Tichonowicz Szałamow. Powiedział, że jeśli człowiek całe życie jest w łagrze, a potem wychodzi za bramę tego łagru, poza jego teren, to nie zna wolności, nie zna tego wolnego życia.

Jakby nas nie było

Co oznaczało bycie Białorusinem w świecie sowieckim? – W czasach ZSRR nie mieliśmy swojego języka – mówiła Swietłana Aleksijewicz o czasach tak przecież niedalekich, a jednak dziś zapomnianych. – Wszędzie był język rosyjski. W latach 20., 30. zniszczono naszą całą białoruską elitę, której i tak było niedużo. Cała historia była pisana z perspektywy widzenia Moskwy i Rosji. I takie mieliśmy wrażenie, że byliśmy, istnieliśmy, ale jakby nas nie było.

Pisarka powiedziała przykre słowa, ale uważa, że "Białorusinami staliśmy się dopiero teraz". – Gdy patrzyłam na protesty w sierpniu, gdy miałam wrażenie, że miasto jest okupowane, to jednocześnie też wiedziałam, że ludzie nieśli flagi i śpiewali piosenki, i miałam wrażenie, że poczuliśmy się dopiero wtedy Białorusinami – mówiła.

Przez lata Łukaszenka oszukiwał naród. – On nigdy nie mówił po białorusku. Gdy go o to pytali, mówił: "Dlaczego pytacie? Czy mnie nie rozumiecie?". Mówił, że "Białorusini to tacy dobrzy Rosjanie". To był zestaw takich mało kulturalnych rzeczy, które wtedy pomogły mu podporządkować nasz naród. Ale też trzeba powiedzieć, że rozwiązał wiele problemów gospodarczych. I tak przekupił naród, a dopiero później zobaczyliśmy, że jesteśmy gdzieś z tyłu i że taki przywódca nie jest nam potrzebny. Ale to naród zdecydował. Łukaszenka chciał być wieczny.

Debatę Białoruś w ogniu z udziałem Andreja Chadanowicza, Nasty Niakrasavej, Zmicera Waynowskiego prowadzi Marek RadziwonDebatę Białoruś w ogniu z udziałem Andreja Chadanowicza, Nasty Niakrasavej, Zmicera Waynowskiego prowadzi Marek Radziwon / Agnieszka Bekalarczyk Festiwal Góry Literatury

Kiełbasa, dżinsy, jak w Paryżu

Jeszcze w 2013 r. Swietłana Aleksijewicz była przekonana, że opozycja jest niegotowa na przejęcie władzy i że protesty mogłyby się zakończyć krwawo. – Teraz są już zupełnie inne technologie, są komputery, dorosło już nowe pokolenie, które wychowywało się w technice – mówiła na Górach Literatury. – Nawet starsze pokolenia jeżdżą, patrzą na świat, patrzą, jak żyją inni ludzie. Tu trzeba podziękować Europie za to, że pomogła stanąć na nogi naszemu społeczeństwu obywatelskiemu, które teraz z taką energią Łukaszenka próbuje zniszczyć. Przecież niszczy media, różne redakcje, organizacje. To właśnie one wychowały już tego innego człowieka, o nowych poglądach, wolnego od niewolnictwa. A Łukaszenka mówi, że te organizacje wychowują terrorystów.

Obecną sytuację na Białorusi noblistka ocenia jako "katastrofę humanitarną". – Teraz potrzebne są kolejne dziesiątki lat, żeby znowu odbudować tę warstwę – mówi. – Warstwę rozumienia, wyobrażenia o świecie. Takiego wyobrażenia, że musimy wyjść do tego dużego świata, a nie siedzieć gdzieś u siebie na wsi. Musimy teraz od nowa się odbudowywać. Musimy znaleźć ludzi. Ale jak? Dziesiątki tysięcy wyjechały, a to są ci ludzie, którzy mogliby to zrobić. Dla nas są to takie trudne, smutne czasy.

Festiwal Góry LiteraturyFestiwal Góry Literatury / Agnieszka Bekalarczyk Festiwal Góry Literatury

I dodawała: – W latach 90. wychodziliśmy na ulice, ale nie mieliśmy wtedy wyobrażenia, pojęcia, czym jest wolność. Wydawało mi się, że ona jest tuż za rogiem, blisko, że od razu będziemy się czuć tak jak w Paryżu – mieć kiełbasę, dżinsy i inne rzeczy, ale po 30 latach okazało się, że nie można osiągnąć wolności tak natychmiast. To są rzeczy, które się gromadzą. To bardzo długa ścieżka do tego. I dopiero teraz sobie to bardzo wyraźnie uświadomiliśmy.

Rosja uczy się teraz od Białorusi

Zdaniem noblistki Łukaszenka nie nadaje się już do sprawowania władzy. – Dlaczego ten człowiek postępuje niezgodnie z zasadami logiki czy irracjonalnie? – mówi. – Dlatego, że nie potrafi inaczej, dlatego, że jest to człowiek z przeszłości. Widziałam kiedyś taki obrazek, że on i Wołodymyr Zełenski (prezydent Ukrainy) szli obok siebie, widziałam dokładnie jedno, że szły obok siebie dwa czasy – przeszłości i przyszłości. Nawet jak zaczęli mówić, to okazało się, że ich słownictwo też jest różne. To było słownictwo przeszłego i przyszłego czasu. Słownictwo przeszłości też wykorzystuje Putin i to jest słownictwo siły. Wydawałoby się, że Rosja, która uznaje się za kraj humanitarny, oczytany, który mógł nam pomóc, nawet mieliśmy taką nadzieję, ale to za czasów Jelcyna i Gorbaczowa. Okazało się, że ten kraj nie jest zdolny do tego, by wyjść już w zupełnie nowy świat i stać się nim. Można nawet powiedzieć, że Rosja uczy się teraz od Białorusi.

Festiwal Góry LiteraturyFestiwal Góry Literatury / Festiwal Góry Literatury

Pisarka uważa, że w ubiegłorocznych protestach kluczowe było to, że na ulice wyszły kobiety. – Ma to niesamowite znaczenie, ponieważ jeśliby mężczyźni zaczęli wychodzić, to na pewno polałaby się krew – mówi. – Ponieważ oni działają w ramach poprzedniej kultury walki – gdy mówiło się, że "kamień narzędziem proletariatu". W radzie koordynacyjnej ciągle powtarzałyśmy: "tylko prosimy – bez krwi".

Pisarka pod swoimi oknami widziała wojsko i sprzęt wojskowy, który wyjechał na ulice. – Było tak, jakby miasto było okupowane, a na ulice wychodzili młodzi ludzie – wspomniała. – I gdyby polała się krew, to byłoby gorzej niż na placu Tian’anmen w Chinach w 1989 r. Niczego byśmy nie osiągnęli. Wkroczylibyśmy w przestrzeń Putina i Łukaszenki. W taką przestrzeń, gdzie najważniejsze są arogancja i kłamstwo. To byłaby dyskusja na takim poziomie. I bardzo się cieszyłam, że tak dużo kobiet wyszło, że szerzyły ideę protestu pokojowego bez krwi.

Nie urodziłem się, by zakładać mundur

Co takiego stało się przez kilkadziesiąt lat na Białorusi, że to właśnie kobiety są twarzą tych zmian z ubiegłego roku? – My już się zmęczyłyśmy tą męską cywilizacją – mówi noblistka. – Więc za tym wszystkim stoi nowy czas. Kobiety chcą już być widoczne w świecie, pokazać swoje spojrzenie na świat, to, jak go widzą, opowiedzieć o nim.

I dodaje: – Przecież żadna zewnętrzna siła nie byłaby w stanie tych kobiet zgromadzić. Ludzie wychodzili sami, bo już byli gotowi i słyszeli to, co było bliskie ich wyobrażeniu o świecie. Rozmawiałam z jednym młodym chłopakiem, który powiedział mi: "Urodziłem się nie po to, by zakładać mundur i wyjeżdżać na wojnę do Syrii". Dziś już nie możemy wychowywać dzieci i oddawać ich Łukaszence, by wykonywały jego nawet najbardziej wariackie pomysły. I nie chodzi o liczbę tych ludzi, ale o to, że oni szerzyli nowe idee, nowe pomysły. Moim zdaniem są to idee przyszłości.

Aleksijewicz nie ma pewności co do wyniku tego, co się wydarzy, ale nie będą to łatwe czasy. – Nawet kiedy zwyciężymy, a zwyciężymy, bo czas działa na naszą korzyść, zostanie po tym wszystkim historyczna trauma – mówi. – Ona jeszcze bardzo długo będzie nas prześladować i męczyć, naszą świadomość, kulturę, długo będziemy musieli odpowiadać na pytania, dlaczego nie potrafiliśmy stawić oporu, i to wszystko to są pytania o naszą przyszłość.

Staram się nie mieć w sercu nienawiści

Jeden z obecnych na spotkaniu Białorusinów zapytał noblistę, jaką rolę widzi dla siebie w nowej Białorusi. – Rodzice, którzy już nie żyją, mówili mi, że gdy miałam trzy, cztery lata, mówiłam, że będę "piszarką" – odpowiedziała. – Ja będę pisarką.

Mówiła też o tym, że pisze kolejną książkę. – Miałam napisać dwie książki – o miłości i o starości – opowiadała. – To są najważniejsze tematy, wokół których kręci się nasze życie. I o tym miały być moje książki. A potem byłam zmuszona do wyjazdu z Białorusi, udało mi się wywieźć pewne materiały i piszę książkę o tej naszej rewolucji. By wszystko to, co się wydarzyło, nie zniknęło, by dyktatura nie zniszczyła śladów tego. Mam nadzieję, że uda mi się tą książką zakończyć pewien cykl, który piszę o "czerwonym człowieku". W domu bym nie dała rady tego zrobić, bo mogłabym zostać aresztowana. Nawet gdybym trafiła do aresztu domowego, nie mogłabym się spotykać z ludźmi. A będąc poza Białorusią, mogę pojechać do Polski, na Litwę, znaleźć tu ludzi, z którymi mogę rozmawiać, by skończyć książkę.

Przyznała, że język, którym opisuje świat, jest językiem miłości. – Jak to opisać, by ludzie to zrozumieli, w jakiej przepaści się znaleźliśmy jako Białorusini? – pytała. – Tego języka trzeba szukać. Tak jak w miłości. Dopóki się nie zakochasz, dopóty nie będziesz miał słów. Jak doznasz cudu miłości, będziesz już wiedział. Staram się nie mieć w sercu nienawiści. Nawet patrząc, co robią jedni Białorusini drugim. Języka miłości trzeba szukać.

I dodała: – Wszystko sprowadza się do miłości. Może to słowo nie jest już dziś takie mocne, ale jest.

Czytaj ten tekst i setki innych dzi瘯i prenumeracie

Wybierz prenumerat, by czyta to, co Ci ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakuj帷e reporta瞠 i porady ekspert闚 w sprawach, kt鏎ymi 篡jemy na co dzie. Do tego magazyny o ksi捫kach, historii i teksty z medi闚 europejskich. Zrezygnowa mo瞠sz w ka盥ej chwili.