Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W cyklu „Wałbrzych Jest Kobietą" prezentujemy dwanaście odważnych, pełnych pasji, energii i sił wałbrzyszanek, które mogą być inspiracją dla innych kobiet i dziewczyn w Polsce. Dziś dwie reprezentantki świata kultury.

Rok Kobiet w Wałbrzychu. Jak zrobić miód z niczego

Scenografia to biurko i cztery kawy, 7.30 rano. W roli głównej: Danuta Marosz, dyrektorka Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu.

Dalej scenograf miałby już trudniej. Bo potrafi być w kilku miejscach jednocześnie: spotyka się, rozmawia, ustala wiele spraw technicznych, artystycznych i organizacyjnych. Jest z wizytą studyjną tam, gdzie szykują właśnie nowe miejsca spektakli: w kościele parafii ewangelicko-augsburskiej, na dworcu Szczawienko, w kinie w Sokołowsku, w stolarni.

Dziś jedzie z premierą do Wrocławia, za chwilę na festiwal do Zabrza i Łodzi. Mamy wrzesień, więc dopina sprawy edukacyjne, a do urzędu marszałkowskiego szykuje plany na przyszły rok. Gdy jedni mówią, że nie da się ukręcić bata „z niczego", jej maksyma to: „Ze wszystkiego można zrobić miód, pod warunkiem że jest się pszczołą". Częstuje przy tym miodem z pasieki na dachu teatru.

Skromna, empatyczna, z niespożytymi zapasami energii. Współpracownicy pytają, gdzie ma te ładowarki? Jej zasługi dla teatru trudno tu wyliczyć: ze spektaklami jeżdżą po całym świecie, zdobywają nagrody w kraju i za granicą. Więc zacznijmy od tego, że gdy trzeba, Danuta Marosz broni kultury jak lwica. Wałbrzyski Teatr Dramatyczny przejmuje w momencie jego śmierci technicznej. Jest rok 2002, w Wałbrzychu zamykają kopalnie, co trzeci mieszkaniec jest bez pracy i myśli raczej o własnym przetrwaniu. O przetrwanie walczy też samo miasto, mające wówczas tylko 2 proc. ludzi z wyższym wykształceniem - młodzież wyjeżdża i nie wraca.

Właśnie wtedy nowa szefowa placówki, która chce wtopić się w tkankę miasta, usłyszeć jego głos, problemy i oddać to w sztuce, na spotkaniu instytucji kultury z całego województwa słyszy, że finansowanie takich instytucji jak teatr w Wałbrzychu przez urząd marszałkowski to wysyłanie pieniędzy w kosmos.

Teatr Dramatyczny w WałbrzychuTeatr Dramatyczny w Wałbrzychu Fot. Fot . Krzysztof Ćwik / Agencja Gazeta

- Padają argumenty, że przecież można w dogodnym miejscu podstawiać autokary i wozić tę garstkę teatromanów na spektakle do Wrocławia. Dla nas to jak uderzenie obuchem – wspomina.

Gdy wspólnie z Piotrem Kruszczyńskim, ówczesnym dyrektorem artystycznym, przekonują, że Wałbrzychowi potrzebny jest teatr, wszyscy patrzą na nich jak na wariatów.

Ich start jest od trzęsienia ziemi: wynajmują stary autobus, malują go na biało, przebierają się z całym zespołem w białe fartuchy i kaftany, i z hasłem: „Teatr Dramatyczny szpital psychiatryczny" jeżdżą po mieście, promując spektakl „Lot nad kukułczym gniazdem". Teatr przyciąga tłumy widzów.

Rok Kobiet w Wałbrzychu. Ma gen na literę B

14 książek, 9 czytelników: tak się zaczęło. Wałbrzyska Biblioteka pod Atlantami, założona w 1945 roku przez kobietę Fryderykę Liberman-Cohenius, była wówczas jedną z pierwszych bibliotek w regionie. Renata Nowicka pracuje tu od 1987 roku, a od 10 lat kieruje rozwojem biblioteki i jej filii.

- Tato i wujek byli bibliotekarzami. Czasem żartujemy, że mogli przekazać mi geny biznesowe, ale bibliotekarskie też są na literę B – uśmiecha się dyrektorka. Jej obraz z dzieciństwa to pachnąca kurzem i zastawiona ogromną liczbą regałów biblioteka w Jedlinie-Zdroju, gdzie na małym dywaniku podczytywała "Kubusia Puchatka" czy "Plastusiowy Pamiętnik", tytuły dziś już przedpotopowe.

- Klimat świątyni książek nadal jest mi bliski, ale staram się umiejętnie łączyć tradycję z nowoczesnością. W tej chwili biblioteki nie pachną już kurzem, a nowością. Staramy się pozyskiwać jak najwięcej nowych, atrakcyjnych tytułów – opowiada Nowicka.

Sieć filii budują praktycznie od podstaw. Aktualnie to osiem bibliotek, które są nowoczesne, jasne, przestronne i multimedialne. W niektórych pachnie nie tylko nowymi książkami, ale także kawą. Można wypożyczać audiobooki, zbiory muzyczne, filmy, gry komputerowe czy kursy językowe. – Cieszę się z każdej odnowionej placówki – mówi dyrektorka.

Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu

W dzielnicy Sobięcin, objętej rewitalizacją, filia mieści się w budynku, gdzie znajdują się mieszkania socjalne i pełni rolę miejsca spotkań, biblioteki socjalnej. - Przychodzą tu starsze osoby, a po południu sporo dzieci – opowiada Nowicka. Dodaje, że otwierają się też na najmłodszych, nawet kilkumiesięcznych odbiorców: w filii na Podzamczu stworzyli Bajkowy Klub Malucha, a w najnowszej filii na Nowym Mieście kolorowy Pokój Bajek.

Nie trzeba machać nóżkami

Jej teatr ma opinię niepokornego, nie łasi się do widza i nie macha nóżkami. - Jest sexy dla bardzo dużej grupy widzów, która z nami jest, która w czasie pandemii tęskniła za nami, rzuciła się na streamingi i wyczekiwała czasu, kiedy się spotkamy – mówi Danuta Marosz.

Ale wie także, że sporej grupie wałbrzyszan teatr nadal wydaje się obcy: - Edukacja jest dla mnie jednym z najważniejszych zadań. Od zawsze staramy się szukać sposobów na rozbudzanie potrzeb kulturalnych mieszkańców – wyjaśnia.

Wymyśla i angażuje się w mnóstwo projektów edukacyjnych, współpracuje ze szkołami, często sięga po rozwiązania niestandardowe, np. uruchomiła w teatrze świetlicę środowiskową. - Wiemy, choć nie z własnej perspektywy, że sprzyjanie gnuśnym gustom nie przynosi efektów. Taki model teatru ani nie sprzyja rozbudowywaniu potrzeb i oczekiwań kulturalnych, ani nie daje perspektywy rozwojowej miastu – podkreśla dyrektorka. - Nasz teatr należy już do produktów markowych. Ale dziś także miasto i jego okolica są znów atrakcyjne i przyciągają nowych mieszkańców. Życie w Wałbrzychu stało się dużo wygodniejsze, daje możliwości rozwoju osobistego, jazdy na rowerze, pływania na pływalni czy chodzenia po górach – zauważa Marosz. - Mamy bliżej do Pragi niż do Warszawy i z tego także korzysta nasz teatr.

O teatrze mówi zawsze w liczbie mnogiej i tylko przy okazji jakby trochę o sobie: - Dziś mamy już świadomość swojej mocy, ale nie zamierzamy przestać od siebie wymagać. Ciągle mamy coś jeszcze do zrobienia i mamy potrzebę ruchu, który nas rozwija.

Gdy zapowiada, że to jej ostatnia kadencja i chciałaby oddać pola innym, jak często powtarza „młodszym, zdolniejszym", wszyscy klaszczą i domagają się bisu.

Dzień francuski, książka na wynos i noblistka

Kiedy kilkunastu chłopaków w dresowych bluzach zostawia farbą napisy na chodnikach, niektórzy myślą, że dzieje się coś niedobrego. Ale to z inicjatywy bibliotekarzy wersety utworów Mariana Jachimowicza, wałbrzyskiego poety, trafiają na chodniki.

- Współpracujemy z Młodzieżowym Ośrodkiem Wychowawczym. Z myślą o chłopcach, którzy są tam z różnych powodów, często nas odwiedzają i pomagają nam, organizowaliśmy akcję „Wiersze Przechodnie". Chłopcy też pięknie rapowali te utwory – opowiada Renata Nowicka. Podczas pandemii prowadzi akcję „Książka na wynos". A ponieważ w mieście żyje mniejszość niemiecka, grecka czy francuska, przez kilka lat realizują duży projekt Wielokulturowy Wałbrzych, organizując m.in.: Dzień Francuski, Dzień Japoński lub Dni Kultury Żydowskiej.

Wspólnie z Biurem Rewitalizacji Miasta tworzą grę dla młodzieży „Tajemniczy Wałbrzych" w wersji planszowej i mobilnej. Innym pomysłem jest projekt „O(d)czarujmy zaklęte dzielnice", który pokazuje, że dzielnice postrzegane jako gorsze mogą być atrakcyjne. – A biblioteka może je oczarować swoimi zasobami i promowaniem lokalnej historii – dodaje szefowa instytucji.

Gdy jej współpracownicy obawiają się, że książka elektroniczna odbierze im czytelników, ona w pełni otwiera się na współpracę dolnośląskich bibliotek z platformą Legimi. Udostępnia kody, by czytelnicy mogli za darmo korzystać z ponad 60 tys. tytułów polskich i zagranicznych autorów.

- Nie wychodzę z założenia, że ta forma czytelnictwa coś nam odbierze. Przeciwnie. Najważniejsze, by rozbudzać potrzebę czytania - wyjaśnia. Do biblioteki zaprasza też m.in. znanych blogerów. Ale spełnieniem jej zawodowych marzeń jest organizowanie spotkań autorskich z pisarzami znanymi z okładek książek. Dzięki nim nawet młodzież, na co dzień siedząca w smartfonach, tłumnie przychodzi do biblioteki. Z czytelnikami spotykają się m.in. Olga Tokarczuk czy Joanna Bator – wałbrzyskie pisarski i autorki światowego formatu.

- Feminizm mocno we mnie siedzi. Zawsze wierzyłam, że wałbrzyskie kobiety potrafią wiele zrobić i osiągnąć – podkreśla Nowicka. 

Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.