Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W cyklu „Wałbrzych Jest Kobietą" prezentujemy dziś Mariolę Dudziak, wieloletnią dyrektorkę Szpitala Specjalistycznego im. dra A. Sokołowskiego w Wałbrzychu, oraz Ewę Kwaśny, neurolożkę, założycielkę stowarzyszenia Pro Femina.

„Wałbrzych Jest Kobietą". Zbudowała prestiż

- To była moja pierwsza praca i jedyny zakład pracy od 4 września 1986 roku – opowiada o szpitalu w Wałbrzychu Mariola Dudziak, wieloletnia szefowa placówki. Zaczynała jako referentka „od wpinania dokumentów", zaraz po skończeniu prestiżowych na tamte czasy studiów dziennych na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu.

- Wałbrzych był wtedy miastem górniczym. Praca z takim wykształceniem jak moje była wtedy wszędzie, wybór od A do Z. W szpitalu pani dyrektor ekonomiczna chciała „wychować" mnie na swoją następczynię. Dziś to nie do pomyślenia, ale byłam poza nią jedyną osobą w administracji z wyższym wykształceniem ekonomicznym na cały szpital. Przyjęto mnie bardzo życzliwie, a moja szefowa była bardzo mądrą kobietą. Mówiła: „Wiem, że masz wiedzę teoretyczną, ale w sensie praktycznym niewiele potrafisz" i przegoniła mnie przez wszystkie działy księgowości, rachubę, analizy – opowiada Dudziak.

Po pięciu latach została główną księgową i była nią przez 14 lat, potem pracowała jako dyrektorka ekonomiczna, a od 2005 roku naczelna. - Chyba dobrze wywiązywałam się z powierzonych obowiązków, bo wszystkie kontrole, raporty czy sprawozdania nigdy nie zawierały żadnych istotnych uwag. To praca, w której trzeba łączyć różne elementy i zdarzenia, w tym gospodarcze, trzeba umieć to widzieć szerzej.

Dla szpitala w Wałbrzychu kupowała m.in. pierwszy komputer. Podkreśla, że czasy były różne, kilka reform i ciągła transformacja, a jej praca przez wszystkie te lata polegała głównie na tym, by wszystko poukładać tak, żeby szpital nie przynosił strat, ale też mógł się rozwijać. Najważniejszy zawsze był pacjent, jego zdrowie, dostęp do wysokospecjalistycznych świadczeń zdrowotnych. To wymagało dużego doświadczenia, wiedzy, elastyczności. Przez te lata samorząd ani razu nie musiał pokrywać strat wynikających z ujemnych wyników finansowych, a szpitalowi udało się zbudować prestiż i był stawiany za wzór w wielu dziedzinach leczenia w Polsce – m.in. pod względem leczenia onkologicznego, psychiatrii, neurochirurgii, neurologii, pulmonologii, ortopedii czy endoskopii.

- Zespół był znakomity, atmosfera znakomita. Kłopoty służby zdrowia były cały czas, jednak dzięki zespołowi potrafiliśmy to jakoś wyważyć. Lubiłam swoją pracę i naprawdę miałam z niej satysfakcję. Narzekało tylko moje dziecko, mówiło: mama, nie przynoś roboty do domu, co robiłam głównie w okresach sprawozdawczych. Zawsze miałam poczucie, że mogę i muszę coś jeszcze więcej i lepiej zrobić, czułam się odpowiedzialna, a moją dewizą nigdy nie było „jakoś to będzie".

Szpital jako pierwszy w regionie uruchomił m.in. całodobową pracownię hemodynamiki przy oddziale kardiologii, jako jeden z pierwszych w Polsce podjął reformę w dziedzinie psychiatrii – kompleksowe udzielanie świadczeń zdrowotnych w tym zakresie: oddział stacjonarny, dzienny, poradnie dla dorosłych, dla dzieci i młodzieży, poradnie uzależnień. Od podstaw stworzyli też oddział onkologiczny, którego w Wałbrzychu brakowało (a miejsca we Wrocławiu wcale na pacjentów nie czekały), oddział chirurgii onkologicznej czy neonatologię.

- 25 lat temu śmiertelność noworodków na Dolnym Śląsku była jedną z najwyższych w Polsce, dziś z powodzeniem ratuje się chore noworodki, wcześniaki. Wszystkie te potrzeby dostrzegał od samego początku mojej pracy dr Roman Szełemej, jako lekarz, wieloletni dyrektor placówki. To on określał i wyznaczał kierunki rozwoju szpitala. Był moim przewodnikiem i wzorem, a moją rolą było spiąć to wszystko finansowo – wyjaśnia Dudziak. - Nieraz się spieraliśmy, ale chyba też dobrze się uzupełnialiśmy.

Dzięki środkom unijnym wybudowali nowy pawilon pulmonologiczny, drugą co do wielkości stację dializ, udało się też pozyskać pieniądze na rozbudowę i wyposażenie SOR-u, budowę lądowiska dla helikopterów. Z powodzeniem wdrażali i byli liderami projektów E-zdrowie. Do współpracy namówili światowej marki neurochirurgów. Organizowali też duże konferencje naukowe dotyczące m.in. ortopedii, kardiologii czy fizjoterapii.

„Wałbrzych Jest Kobietą". Zrealizowała marzenie

- Medycyna to moje marzenie z dzieciństwa – opowiada Ewa Kwaśny, neurolożka z ponad 40-letnim stażem pracy, od 20 lat orzeczniczka w ZUS-ie, a także założycielka i prezeska stowarzyszenia Pro Femina, zajmującego się m.in. profilaktyką raka piersi. - Funkcjonuję na zasadzie „co cię nie zabije, to cię wzmocni" - mówi, mając na myśli przede wszystkim obwarowania NFZ, brak czasu na rozmowę z pacjentem w gabinecie, agresywne i coraz bardziej sfrustrowane pandemią osoby oraz wszystkie te rzeczy, które napawają bardziej smutkiem niż radością.

Jak sytuacja, w której 60-letnia kobieta wychodzi z płaczem z podstawionego na wsi mammobusa, gdy okazuje się, że jako pacjentka z epizodem leczenia onkologicznego nie ma już prawa do bezpłatnego badania. Podobnie zresztą jak emerytki powyżej 65. roku życia, które muszą co roku wysupłać na profilaktykę pieniądze z emerytury. Nigdy nie brakowało jej jednak determinacji.

- Pochodzę z Wałbrzycha, tu się urodziłam, chodziłam do szkoły i pracuję. Od 1988 roku „nocuję" w Szczawnie-Zdroju w domu po rodzicach, którzy niestety zmarli krótko po ukończeniu przeze mnie studiów. Jestem pierwszym lekarzem w rodzinie – opowiada.

Zdobyła ten zawód, mimo że na pierwszym roku nie zaliczyła egzaminu z anatomii i skreślono ją z listy studentów, a w kolejnym roku nie dostała się na uczelnię. Plan zrealizowała dopiero za trzecim podejściem, w międzyczasie zatrudniając się w ówczesnym wałbrzyskim górniczym szpitalu jako salowa. W praktyce pracowała tam jako pielęgniarka (ponieważ miała już spore kwalifikacje). Podczas studiów dziennych na wrocławskiej Akademii Medycznej łączyła naukę z pracą, dojazdami do Wałbrzycha i nocnymi dyżurami w szpitalu. Tam po raz pierwszy zetknęła się z neurologią i neurochirurgią, która ją zafascynowała.

- Mój ówczesny szef powiedział, że przy stole operacyjnym nie chce „żadnego mówienia, że dzieci chore, że zmęczenie, że okres". Poradził, żebym zrobiła specjalizację z neurologii i tak zrobiłam – opowiada lekarka. Dodaje, że profesor zmienił zdanie o kobietach, gdy urodziła mu się córka. Z kolei ona z perspektywy czasu uznała, że neurologia była dobrą decyzją.

- Neurochirugia 40 lat temu wymagała dużej siły fizycznej, a ja po dyżurach w szpitalu prawie sama zajmowałam się dwójką dzieci, bo mąż pracował poza Wałbrzychem i wracał późno. Córka nie dostała się do miejskiego przedszkola, więc dodatkowo w piątki dyżurowałam w uzdrowisku, które miało przyzakładowe przedszkole, dojeżdżałam do Jedliny - wspomina.

Gdy zlikwidowano kopalnie, a wraz z nimi górniczą medycynę pracy, w której na jakiś czas zacumowała, Ewa Kwaśny przez trzy miesiące była bezrobotna i tak została lekarzem orzecznikiem w ZUS-ie. - To praca wymagająca też siły psychicznej - opowiada. Z jednej strony mamy kawalkadę roszczeniowców, a z drugiej osoby ciche, wycofane, które na nic się nie poskarżą, nic nie powiedzą, a widać ogromne zaniedbania już na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej. Niektórzy przez lata nie mieli nawet zleconej morfologii – zaznacza lekarka.

Od kilku lat jest na emeryturze, ale nadal pracuje też w przychodni, a raz w tygodniu przyjmuje pacjentów prywatnie. - Nigdy nie pracowałam tyle co obecnie. Na razie nie myślę o emeryturze; gdyby wszyscy specjaliści w wieku emerytalnym wycofali się z pracy w przychodniach i szpitalach, to praktycznie nie mielibyśmy w okolicy lekarzy specjalistów – zauważa neurolożka.

„Wałbrzych Jest Kobietą". Na pierwszej linii frontu

Dudziak: - Ostatnie półtora roku były najtrudniejsze, jeżeli chodzi o moje życie zawodowe.

Personel szpitala pod jej kierownictwem przez 17 miesięcy był maksymalnie zaangażowany w walkę z COVID-19. Od początku – razem ze WSS im. J. Gromkowskiego we Wrocławiu i szpitalem w Bolesławcu - jako jeden z trzech na pierwszej linii frontu w naszym regionie.

- Spotkało nas coś, co było wielką niewiadomą, olbrzymi strach, niepewność. Brakowało środków ochrony osobistej; nawet jak były pieniądze, to nie można było ich kupić. Walczyliśmy o ich zdobycie, były dzielone na sztuki z dnia na dzień – opowiada Dudziak. I dodaje: - Zdarzało się, że z powodu zakażeń wśród personelu trzeba było zamykać cały oddział, czasem w nocy uzgadnialiśmy z dyrektorami dolnośląskich szpitali możliwości relokacji pacjentów. Wzajemna współpraca i pomoc w tym okresie była wzorcowa i bardzo budująca. Dziękuję wszystkim.

Od stycznia byli już na granicy wydolności, wszystkie łóżka mieli zajęte, wcześniej na nieczynnym piętrze uruchomili – podawany jako wzór dla innych – szpital tymczasowy. – Dochodziliśmy do ściany. Proszę sobie wyobrazić wielogodzinną pracę w tych kombinezonach, poczuciu zagrożenia dla własnego zdrowia, personel był koszmarnie wyczerpany, pracował na skraju wytrzymałości fizycznej i psychicznej. To była heroiczna walka – opowiada Dudziak. Bardzo dobrze wspomina m.in. współpracę z wojewodą i jego współpracownikami, przy której – jak zauważa – nie było polityki.

– Gdy w grudniu ubiegłego roku pojawiła się szczepionka, to było wybawienie. Wyszczepiły się całe oddziały i wszyscy się przekonali, że to działa. Ruszyła produkcja i dostępność środków ochrony osobistej, a my, nauczeni doświadczeniem, opracowaliśmy i wdrożyliśmy procedury bezpieczne dla pacjenta i personelu. Udało nam się wiele rzeczy poukładać – mówi Dudziak.

Wspólnie z prezydentem, doktorem Szełemejem, i miastem szpital w Wałbrzychu jako pierwszy w Polsce zorganizował jeden z największych punktów szczepień.

„Wałbrzych Jest Kobietą". USG piersi w bibliotece

Będąc młodą lekarką, Ewa Kwaśny dowiedziała się, że związana z amerykańskim koncernem fundacja szkoli i przyznaje granty na szerzenie w Europie Wschodniej wiedzy o profilaktyce nowotworów u kobiet.

– Pominięto przy tym Wałbrzych i narobiłam szumu. Temat był mi bliski, ponieważ moja mama umarła młodo na raka jajnika. Wiedzy na temat profilaktyki w Polsce wtedy praktycznie nie było, nawet wśród absolwentów medycyny – opowiada lekarka. – Umożliwiono im napisanie projektu po terminie, udało się pozyskać pierwszy grant i uruchomić pieniądze. Założyła stowarzyszenie Pro Femina. – Ale początki były trudne – wspomina.

Pierwsza siedziba stowarzyszenia mieściła się w ówczesnym szpitalu ginekologicznym. Pozyskiwali od sponsorów pieniądze także na profilaktyczne badania USG piersi.

– Początkowo nasz aparat do USG to była wielka skrzynia, którą razem z koleżanką radiolożką targałyśmy m.in. na badania w firmach. Dziś jest łatwiej, wysokiej klasy aparat jest mały jak komputer. Gdy tylko udaje nam się pozyskać fundusze, jeździmy z nim wszędzie, gdzie znajdą się zainteresowane panie i gdzie można postawić kozetkę i zaciemnić okna. Byliśmy np. w bibliotece w Walimiu – relacjonuje lekarka.

Od 18 lat ich siedziba mieści się na terenie Szpitala Specjalistycznego w Wałbrzychu. Kobiety mogą tu zgłaszać się na USG piersi w cenie znacznie niższej niż rynkowa (obecnie to 60 zł), a kobiety, które przeznaczają 1 proc. podatku na Pro Feminę, płacą 20 zł.

– Nie mamy następców, młodych lekarzy chętnych się zaangażować charytatywnie. Pracuje z nami ta sama lekarka od lat, też już w wieku emerytalnym. Pacjentki chcą się umawiać tylko do doktor Barbary Matuszyk, bo słyszały, że jest bardzo dokładna. A nasza pani Ala Mikołajczyk, także już emerytowana położna, pielęgniarka i edukatorka, której zresztą często zalegam z symboliczną opłatą, odpowiada, że się świetnie składa, bo u nas przyjmuje tylko dr Matuszyk. Od 2004 roku każdego roku wykonujemy kilkaset takich badań. Pacjentki przysyłają do nas swoje koleżanki, wyedukowane uczennice siostry, mamy i ciocie. Uczymy samobadania piersi, zachęcamy też do cytologii i regularnych badań ginekologicznych. W małych miejscowościach nadal zdarza nam się słyszeć, że jaki ginekolog, panie ostatni raz były, kiedy rodziły, a rodziły 50 lat temu. Ale przyznam, że jeszcze gorzej jest w miastach. Tam kobiety mimo że mają świadomość i wiedzę, to są tak zaganiane, że o sobie myślą na końcu - kończy.

Akcja: "Wałbrzych Jest Kobietą"

Wiceprezydentka, skarbniczka, sekretarzyni, przewodnicząca i wiceprzewodnicząca rady miejskiej, prezeski i dyrektorki wielu instytucji i placówek w mieście, a także biur i jednostek urzędu miasta – Wałbrzych wyróżnia się tym, że wiele ważnych funkcji sprawują tutaj kobiety.

Miasto ma także swoje reprezentantki w sejmie i w senacie, działają tu aktywne przedstawicielki świata biznesu oraz szerokie grono aktywistek społecznych. To kobiety, które sprawdzają się w swoich działaniach dzięki takim cechom jak pracowitość, przedsiębiorczość, odpowiedzialność, siła przebicia. Są odważne, nie boją się mierzyć się z trudnymi wyzwaniami i mogą stać się inspiracją dla kolejnych pokoleń młodych kobiet.

Akcję organizujemy wspólnie z miastem Wałbrzych i Zamkiem Książ. Jej pomysłodawczynią jest wiceprezydentka Wałbrzycha, Sylwia Bielawska, która podkreśla, że kobiety z Wałbrzycha są także wyjątkowo solidarne. – W tym niegdyś górniczym mieście, dziś odmienionym i pod wieloma względami prekursorskim, po wojnie na nowo trzeba było budować życie w każdym niemalże wymiarze. Dlatego też kobiety zawsze działały tu razem, nawzajem się wspierały, budowały porozumienie i niejednokrotnie dawały dowody tolerancji.

Rok 2021 w Wałbrzychu oficjalnie ogłoszono Rokiem Kobiet.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.